Ma wiele wcieleń. Za dnia pracuje jako przykładna dziennikarka, a po zmroku jest artystką, organizatorką wieczorów poetyckich. Dorywczo bywa też aktorką. Karolina Strzelczyk-Weichert, dobrze znana krakowskiej bohemie, wyrusza zawojować całą Polskę.

Rozmawia Aleksandra Chmura

Karolina Panthera-Strzelczyk
Karolina Panthera-Strzelczyk

Jesteś młodziutką artystką, ale masz już dwie książki na karku! Jako dwudziestoparolatka wyróżniasz się i doświadczeniem, i pozytywnym nastawieniem. Powiedz, co najbardziej kochasz w swojej pracy?

Najbardziej kocham kontakt z człowiekiem i odkrywanie, że tak to ujmę, człowieka w człowieku. Uwielbiam poczucie misji w mojej pracy, zawodzie. Kocham przeprowadzać wywiady. Lubię ten dreszcz emocji, kiedy wybieram temat, szukam odpowiedniego rozmówcy i zastanawiam się, jaką osobą się okaże, czego się dowiem ciekawego, co się wydarzy podczas takiej rozmowy. Kocham improwizację i lubię nieoczekiwane zdarzenia.

Bycie artystą nie brzmi dumnie

Co sprawia, że czujesz się artystką?

Kiedyś napisałam taki wiersz i tam zawarłam słowa: „jestem artystą to nie brzmi dumnie, raczej ekshibicjonistą, bowiem odkrywam intymność przed nieznajomymi”. I powiem ci, że dla każdego oznacza to coś innego, ale dla mnie bycie artystą, to bycie duszą, która jest totalnie szczera i nie ukrywa niczego przed widzem, a wyraża to przez sztukę; czy to malarstwo, grę, pisanie, śpiew i tak dalej. Dla mnie artystyczna dusza to dusza autentyczna, bez rysy fałszu. Mój artyzm podkreślam strojem czy wystrojem mieszkania. To w jaki sposób mówię, jak się poruszam.

Na co dzień preferujesz panterkę, kabaretki i wysokie obcasy. Czy będąc artystą, trzeba wypracować własny styl, osobowość sceniczną?

Pod tym względem akurat jestem z dawnych lat. Jak wchodziła Kalina Jędrusik, Kasia Figura, Anna Dymna to po samym ubiorze, głosie, zachowaniu już widać było z daleka kto to jest. Dla mnie ubiór to przedłużenie wizualne własnego ja. Nie rozumiem koleżanek po fachu, które przychodzą na bankiet i każda wygląda i zachowuje się tak samo. Pod tym względem jestem nieubłagana.

„Jestem artystą to nie brzmi dumnie, raczej ekshibicjonistą, bowiem odkrywam intymność przed nieznajomymi”.

Artysta powinien mieć i budować swoją markę na własnym stylu i zasadach. To proste, być szczupłym, iść do projektanta i wyjść na salon. Dla mnie sztuką i zabawą jest szukać tkanin, stroju, kompletować go, mieć wiele do powiedzenia na temat kroju i motywu ubrania i dopiero wtedy czuć się ubranym, a nie przebranym! Dla mnie motyw panterki, to jak druga skóra.

Hejterzy będą hejtować

Twoje wiersze są naprawdę piękne, ale zawsze znajdzie się ktoś, komu niewiele w życiu odpowiada. Jak reagujesz na słowa krytyki?

Kiedyś bardzo, bo wywodzę się z domu, w którym często mnie oceniano i krytykowano. Nie mam im tego za złe, bo moja mama chciała dla mnie dobrze. Na pewno mnie to wzmocniło i nauczyło, że nawet najbliższe osoby mogą powiedzieć Ci coś przykrego. I kiedyś reagowałam emocjonalnie, tłumaczyłam każdy taki hejterski wpis, wchodziłam w dyskusję, chciałam pokazać, że przecież nie jest tak. Ale wraz z wiekiem nauczyłam się, że nie warto i że to też zjawisko naszych czasów. Kiedyś jeszcze ktoś komentował, aby czegoś kogoś nauczyć, pokazać swoje racje, dzisiaj ludzie czynią to bezmyślnie, bo kogoś nie lubią, bo są złośliwi albo zazdrośni.

Czy był taki moment, w którym pomyślałaś: „nie, rzucam to”? Jak z tego wybrnęłaś?

Tak, wiele było takich momentów z prozaicznych przyczyn. Po prostu byliśmy biedni i nie ma co tego pudrować. Jak poznałam męża miałam 22 lata, mieszkaliśmy w 12-metrowej kawalerce, bez żadnych z mojej strony oszczędności. Studiowałam, chodziłam po stażach darmowych, spełniałam się artystycznie, ale za oklaski.

Marcin wiele pracował i jakoś dawaliśmy sobie radę. Wtedy to poszłam do pracy fizycznej i dostałam trzy razy więcej niż za pisanie tekstów miałam taką myśl, że może lepiej studiować finanse i pracować np. w korpo. Albo nawet jako kierownik marketu i mieć stabilne życie. Ale dusiłam się bez grania, bez poezji i Marcin kiedyś powiedział, mi, że możemy żyć skromniej, ale szczęśliwie. Pozwolił mi realizować swój plan, dał mi rok, jak nie znajdę pracy w zawodzie, jak nie ruszy coś do przodu z Herą, to wtedy odpuszczam. I… ruszyło!

„Artysta powinien mieć i budować swoją markę na własnym stylu i zasadach. To proste, być szczupłym, iść do projektanta i wyjść na salon”.


Życie z pasją jest trudne

Jak artystyczna dusza może przetrwać w dzisiejszych czasach?

Jak w każdych [śmiech]! Wiem, że teraz jest trudniej, czasy są mniej wrażliwe, bardziej komercyjne, ale przecież tak było i do tego świat dążył od zarania dziejów. Ja staram się wszędzie widzieć możliwości. Zobacz, ile się mówi, że poezja umarła, że kto by się z młodych tym chciał zajmować, a ja wykorzystałam możliwości portali społecznościowych, zasiałam ziarenka i obecnie na moje wydarzenia przychodzi co trzy miesiące do stu osób. Czytamy, bawimy się słowem i jest dobrze. Najważniejsze choć to brzmi jak frazes, to być sobą, po prostu być sobą i nie ważne czy jest się artystyczną duszą, rzemieślniczą, zakonną, czy inną, to wtedy się przetrwa i będzie się pięknie żyło w swoim świecie, przeszkody przestaną cię interesować.

Najnowszy tomik poezji Karoliny Strzelczyk-Weichert pt. Prezja dostępny w wybranych sklepach:

Prezja - Panthera-Strzelczyk Karolina
Prezja – Panthera-Strzelczyk Karolina

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj