Chcesz mieć wspaniały, satysfakcjonujący związek, w którym poczujesz autentyczną bliskość;  związek, o jakim dotąd tylko czytałeś, słyszałeś albo marzyłeś. Prawdopodobnie każdy pragnie tego niesamowitego, satysfakcjonującego i głęboko zaangażowanego związku. Relacji, w której druga połówka rozumie ciebie, a ty rozumiesz ją i wszystko jest po prostu cudownie. Ale co jest powodem, że niektórzy z nas tego nie doświadczają? Przyczyna może być ciężkostrawna i bolesna. Być może jak mówi Gary Bishop autor Miłość unf*cked: „Gówno wiesz o tym, jak stworzyć naprawdę świetny związek!” Dlaczego nie możesz mieć takiego związku? Bo świat sprzedał ci idealną wersję miłości, tyle że pominął milczeniem trudną prawdę o tym, ile pracy wymaga dobra relacja. Ale spokojnie jeśli nie idzie ci w miłości, Gary Bishop autor bestsellerów z serii Unf*cked – Napraw się – ma sposób, który pomoże ci ogarnąć uczuciowy bajzel i stworzyć miłosny związek którego pragniesz. Oto kilka wskazówek od Garego Bishop jak to zrobić.

„Rusz dupę i bądź miłością, bądź więzią, bądź częścią większego „my””. – Gary Bishop

Jak mieć wspaniały związek? Miłość unf*cked – rusz dupę i bądź miłością!

Bądź ze sobą szczery

Jeśli chcesz mieć nadzieję na realną zmianę, jeśli chcesz nauczyć się nawiązywać i utrzymywać. zdrowe relacje, najpierw musisz przyznać, że twój obecny związek nie działa. To niezbędny pierwszy krok. Może chwilami jest okej, czasem całkiem spoko, a raz na ruski rok dobrze albo bardzo dobrze. A może przez cały czas masz wrażenie, że toniesz w szambie. Tak czy inaczej musisz pozbyć się starych przyzwyczajeń, żeby stworzyć nowe.

Niestety wielu z nas zachowuje się jak kierowca, który ma lekko nieszczelną oponę. Zamiast ją naprawić albo wymienić jak człowiek zdrowy na umyśle, codziennie rano w drodze do pracy zatrzymujesz się na stacji benzynowej, dopompowujesz koło i twierdzisz, że masz sprawny samochód. W rzeczywistości jest sprawny tylko na tyle, żeby dowieźć cię do pracy, ale powietrze uchodzi z opony z każdym obrotem, kilometr po kilometrze. A dziura robi się coraz większa. Jutro, pojutrze i popojutrze odprawisz ten sam idiotyczny rytuał – dopompujesz oponę, żeby „naprawić ją” na kolejny dzień.

A przecież tak łatwo byłoby rozwiązać ten problem, załatwić sprawę raz, a dobrze – tyle że nie będziesz na to gotowy, dopóki wreszcie nie przyznasz, że to, co masz, to, co robisz, po prostu się nie sprawdza. Nawet jeśli jakoś sobie radzisz, to przecież chyba może być lepiej, prawda?

Jak powiedział Kierkegaard duński filozof, poeta romantyczny i teolog: „Ludzie godzą się na taki poziom rozpaczy, jaki są w stanie znieść, i nazywają to szczęściem”.

Nie zawsze możesz wierzyć w to, w co wierzysz

Wbrew powszechnemu – i błędnemu – mniemaniu, twój światopogląd nie tyle prowadzi cię przez życie, co ogranicza jego horyzont. I jest przy tym jedyną rzeczą, której będziesz bronił za wszelką cenę, nawet jeśli jest do bani, nawet jeśli ma destrukcyjny wpływ na twoje finanse, twoje zdrowie, twoją rodzinę, twoją karierę albo, w tym przypadku, twój związek.

Widzisz, w pewnym sensie po prostu musimy postawić na swoim, bo alternatywa wymagałaby od nas wyrzeczenia się idei albo poglądu, które towarzyszą nam od tak dawna, że nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Bo jak podkreśla Gary Bishop to uzależnienie od przekonania, że twój światopogląd jest jedyną słuszną wizją rzeczywistości, sieje spustoszenie w twoim życiu bez względu na to, czy zdajesz sobie z tego sprawę czy nie.

Jeśli chodzi o relacje, jesteś bardziej przywiązany do swoich poglądów niż do swojego partnera.

Praca nad sobą – ego na dywanik

Na początku relacji zaślepia nas świetlana wizja przyszłości. Poddajemy się odurzającej nadziei, że wreszcie znaleźliśmy to, czego szukaliśmy (właściwą osobę, sytuację albo odpowiedź) i pędzimy przed siebie na łeb na szyję.

Początkowe stadium relacji to okres, gdy rozstrzygasz serię wewnętrznych dylematów z cyklu: czy lepiej być singlem czy żyć w parze? Sprawdzasz, czy to osoba dla ciebie. Zastanawiasz się, jak ta relacja wpłynie na resztę twojego życia, zarówno pozytywnie (z całą pewnością!), jak i negatywnie (odrobinę). Śnisz na jawie, planując wspólne mieszkanie, wspólne finanse, wspólne zainteresowania, aż wszystko zaczyna do siebie idealnie pasować. Klik, klik, klik, KLIK! Puzzle ułożone.

Wiesz już wszystko, co trzeba. To idealny związek i wymarzony partner, prawdziwa miłość. „Wchodzę w to na sto procent, jedziemy z tym kooookseeem!” Masz absolutną jasność w każdej sprawie – tyle że przeoczyłeś kluczowy element układanki. Siebie.

Całkowicie zignorowałeś jedyną rzecz, jedyną osobę w tym związku, którą nie tylko znasz na wylot, lecz także w pełni kontrolujesz. A świadomość to pierwszy krok do wzięcia odpowiedzialności za siebie. Musisz być całkowicie świadomy wszystkich swoich zagrywek, przez które zwykle masz problemy w relacjach, i nieustannie tropić nowe sposoby przejawiania się tych cech. W procesie autorefleksji większość ludzi dociera jedynie do etapu, na którym potrafią wytłumaczyć swoje zachowanie. Tymczasem potrzebna jest też umiejętność systematycznego rozpoznawania „ścieżki dźwiękowej” własnego ego, zwłaszcza kiedy wydaje się, że to rzępolenie, które tak działa nam na nerwy, pochodzi od kogoś innego.

Czy czujesz to?

Dawno, dawno temu ludzie też polegali na słowie najbliższych, ale – nie uwierzysz – ci najbliżsi dbali o to, żeby na ich słowie można było polegać. Obietnica, którą ci składali, znaczyła dla nich tyle samo co dla ciebie – a może nawet więcej. Słowo miało niepodważalną wartość. Oczywiście, życie w ówczesnych związkach też nie było usłane różami, ale miały one zdecydowanie inną dynamikę niż relacje, z którymi zmagamy się dziś.

Nie chodzi o to, że: „kiedyś to były czasy, dzisiaj nie ma czasów”, bo sprawy wcale nie przedstawiały się wtedy tak bajkowo. Od tamtej pory dokonaliśmy ogromnych postępów w wielu dziedzinach, a świat jest dziś znacznie bezpieczniejszym, zamożniejszym i zdrowszym miejscem niż jeszcze, powiedzmy, trzysta lat temu, ale od czasu do czasu warto poszukać w ówczesnym stylu życia skarbów, które mogłyby pomóc nam radzić sobie z komplikacjami współczesności.

Jednym z tych skarbów jest stosunek do własnych słów. U przeciętnego człowieka przedstawia się on dość żałośnie, bo straciliśmy świadomość potęgi języka. Wyjątkiem mogą być te obszary twojego życia, w których odnosisz pewnego rodzaju sukcesy. W tych sferach twoje słowa i czyny są na ogół zbieżne.

Liczysz się na tyle, na ile liczysz się ze słowami. We wszystkich obszarach życia. Jeśli twoje słowa niewiele znaczą, ty też niewiele znaczysz. I już.

Z drugiej strony, czy potrafisz sobie chociaż wyobrazić życie, w którym robisz to, co zapowiedziałeś, a twoje słowa są tak głębokie, że sam czerpiesz z nich inspirację? Wtedy ograniczają cię wyłącznie własne deklaracje. Wtedy twoje słowa znaczą więcej niż cokolwiek innego.

Ważne, żebyś uświadomił sobie, jak często uczucia kierują twoim zachowaniem – i żebyś przestał im na to pozwalać. Tak naprawdę liczy się potęga twoich słów i obietnic, jakie składasz sobie samemu i drugiej osobie. Dotrzymuj ich, a wasza relacja przejdzie przemianę.

Wszystko albo nic

Pragniesz zmiany? To się zmień. Zaangażuj się w realizowanie swoich wartości. Zmień swoje zachowanie, zmień swój stosunek do miłości i wybaczania i zacznij akceptować innych takimi, jacy są. Podejmij to zobowiązanie i przygotuj się na ostrą jazdę.

Jeśli nie jesteś na to gotowy – jeśli masz zastrzeżenia do JAKIEKOLWIEK elementu tego planu – to tylko marnujesz wszystkim czas, lepiej wynajmij prawnika i przygotuj się na życie w pojedynkę, bo już wypisałeś się ze swojego związku, tylko nie umiesz się do tego przyznać i wziąć za to odpowiedzialności. Jasne, są ludzie, którzy po prostu znajdują bratnią duszę i tworzą idealnie zgodne stadło. Ale bynajmniej nie jest to normą. To wyjątek potwierdzający regułę.

Jeżeli naprawdę chcesz tworzyć zajebiste relacje, musisz zajebiście sobą zarządzać. Bo tak naprawdę tylko siebie możesz kontrolować. Więc traktuj poważnie swoje wartości. Traktuj poważnie swoją przysięgę. Traktuj poważnie swoje relacje. Tylko tyle i aż tyle.

„Czerwona kartka” czyli łamanie umów 

Może upłynąć trochę czasu, zanim twój partner oswoi się z pomysłem, żeby zamieszkać razem, wziąć ślub, mieć dzieci i podjąć inne poważne życiowe decyzje. Ale jeżeli czekasz, aż ktoś zgodzi się kochać cię dość mocno, żeby cię nie zdradzać, to szkoda zachodu. To prawdziwe życie, a nie komedia romantyczna.

Tylko umówmy się, nie chodzi o to żebyś prowokował partnera i zastawiał na niego pułapki. Wytyczasz granice związku dla waszego wspólnego dobra.

Kiedy definiujesz granice związku, wyznaczasz momenty, w których będziesz oceniał swoje zobowiązania i sprawdzał, czy nadal chcesz przy nich trwać. Być może marzysz o furtce, którą mógłbyś wymknąć się z relacji, o czymś w rodzaju karty „Wychodzisz wolny z więzienia”. Jeśli tak, to właśnie znalazłeś tę kart(k)ę, tylko pamiętaj, inaczej niż w grze w monopol, w życiu za tę wolność trzeba zapłacić.

W takim podejściu ty i twój partner musicie zmierzyć się z rzeczywistością. A w ostatecznym rozrachunku właśnie o to chodzi: o powrót do rzeczywistości.

To ważne, żebyśmy wszyscy przemyśleli, czego nie akceptujemy w związku, i podzielili się tym ze swoim partnerem. Jeśli korzystamy z „czerwonej kartki” w oparciu o nasze wartości, to pozostajemy wierni sobie i panujemy nad swoimi uczuciami, a wtedy bez względu na wynik końcowy zyskujemy przestrzeń wolną od dramatyzowania i niepotrzebnych wstrząsów emocjonalnych.

Pokochaj przeszkody

Bez względu na to, jakie są twoje zobowiązania, PRZEKUWAJ JE W CZYN. Nie przepraszaj za nie, nie rozmieniaj ich na drobne ani nie naginaj. Mówiąc inaczej, wyrażaj jak najpełniej to wszystko, czym kierujesz się w życiu, i rób to każdego dnia od nowa, dziś, dziś, dziś i dziś, dopóki nie kopniesz w kalendarz albo dopóki nie przestaniesz chcieć honorować tego zobowiązania. Zarówno honorowe trwanie w związku, jak i honorowe rozstanie wymaga odwagi i zaangażowania.

W związkach chodzi o to, żeby tworzyć, tworzyć, tworzyć bez końca. To wszystko. Całe nasze życie składa się z relacji, a jakość tych relacji decyduje o jakości twojego życia. Tylko ty odpowiadasz za to, czy wpadniesz w tę samą pułapkę co zwykle. Możesz zerwać się z haczyków, na które się dotąd łapałeś, i stworzyć wspaniały związek.

Jak mówi Gary Bishop: To ty jesteś architektem, czarnoksiężnikiem, cudem istnienia i masz nieograniczony potencjał zmieniania siebie samego – i swojego życia. Przestań grać tylko na siebie, jak wszyscy wokół. Porzuć tę nudną, przewidywalną rozgrywkę – niech twoją stawką stanie się nowy byt – „my”.

Kiedy stawka to „my”, nie możesz już skupiać się wyłącznie na sobie, ale twoim priorytetem nie może być też „on/ona”. Osiągniesz swój cel tylko wtedy, gdy skoncentrujesz się na waszym związku.

Uwagi końcowe

Miłość unf*cked. Ogarnij swój uczuciowy bajzel - Gary John Bishop
Miłość unf*cked. Ogarnij swój uczuciowy bajzel – Gary John Bishop

Możesz mieć prawdziwy, kochający, związek. Nieważne, czy masz dwadzieścia, czy sześćdziesiąt lat, czy jesteś po ślubie, czy w związku partnerskim, czy umawiasz się z kimś, czy masz status singla – jeśli czujesz, że nie idzie ci w miłości, bo jak magnes przyciągasz psychopatycznych związkofobów; jeśli poprzednie relacje tak cię przeczołgały, że twoje serce zmieniło się w twardy głaz, bryłę lodu czy inny obiekt z wyświechtanego powiedzonka; jeśli czujesz się samotny, stłamszony, zmęczony, sparaliżowany strachem lub zagubiony, to Gary Bishop napisał książkę Miłość unf*cked właśnie dla ciebie.

Jak zwykle Gary Bishop w swoim bezpośrednim stylu i ostrych jak brzytwa słowa mówi jak jest. Odkryj czym jest Miłość unf*cked i jak mieć spełniony, szczęśliwy związek, w którym wszystko autentycznie działa.

 

„Jeśli cenisz miłość, zacznij ją okazywać: kochaj w sposób, który odzwierciedla to, kim JESTEŚ” – Gary Bishop

Źródło: Miłość unf*cked, Gary John Bishop, Wydawnictwo Insignis, 2022 polskie tłumaczenie Olga Siara

Sprawdź też: Jak rozwiązywać życiowe problemy? Bądź mądry, że f*ck!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj